Bohaterką roku katowickiej "Gazety Wyborczej" została kobieta, która namówiła wiele innych dorosłych osób, aby w zgodzie z obowiązującym prawem zerwały własnoręcznie i dobrowolnie podpisane umowy i przerwały pracę. Powodem strajku było niezadowolenie z warunków pracy, które najprawdopodobniej były znane w chwili podpisywania umowy.
http://wyborcza.pl/1,76842,5678845,Ela__chodz__trzeba_strajk_zrobic.html

Czy czasy, w których chyba wszyscy pracownicy najemni umieją czytać i pisać (na przykład wypowiedzenie) uzasadnia utrzymywanie takiego anachronizmu, jakim jest prawo do strajku? Dlaczego ludzie dorośli, ojcowie i matki dzieciom, strajkujący są dumni z tego, że nie potrafią sami skutecznie zdecydowac o tym, u kogo i na jakich warunkach pracują?